środa, 11 listopada 2015

Biały pokój

Otworzyła oczy. Białe ściany pokoju lekko falowały. Nad brązowymi, odrapanymi drzwiami wisiał mały krzyż. Znajdowała się w salezjańskim ośrodku dla bezdomnych z problemem alkoholowym - choć tego akurat nigdy się nie dowiedziała.

Ojciec Albert Gosztyński znalazł ją ostatniej nocy na przystanku tramwajowym na ulicy Karmelickiej. Wracał późno z kościoła Nawiedzenia NMP. Zatrzymał samochód i przez chwilę się jej przyglądał.  Była młodą i całkiem ładną dziewczyną. Na pierwszy rzut oka mogła wydawać się nawet imprezowiczką, której kimnęło się na przystanku. Jednak ojciec Albert miał wyczulone oko. Uważnie obserwował jej skuloną postać wtopioną w metalową ławkę. Jej ręka bezwładnie zwieszona taplała się w kałuży. Ciężko powiedzieć, co analizował, co zwróciło jego uwagę, co było tym elementem, który sprawił, że wysiadł, podniósł ją z ławki i położył na tylnej kanapie samochodu. Zrobił to tak zdecydowanie, tak szybko, tak sprawnie, że gdyby zamiast czarnego mercedesa poruszał się pomarańczową furgonetką z pomarańczowym kogutem mogłoby zdawać się, że oczyszcza przystanek z śmieci.

Leżała teraz na szpitalnym łóżku w ascetycznym pomieszczeniu. W głowie miała pustkę. Nawet nie myślała gdzie jest i jak się tu znalazła. Patrzyła apatycznie w sufit, a sufit patrzył na nią. Patrzyła w krzyżyk, a krzyżyk patrzył na nią. Patrzyła w okno, a okno patrzyło na nią. Patrzyła na klamkę w drzwiach, a klamka w drzwiach drgnęła i wszedł Jan Chrzciciel.

- Jak się czujesz?
- Boli mnie głowa. - wymamrotała z grymasem - Poza tym chyba dobrze - dodała zlęknionym głosem rozpoznając świętego.
- Ojciec Albert Cię do nas przywiózł. Jak masz na imię?
- Baśka.
- Możesz tu zostać jak długo chcesz. Musisz jednak przestrzegać kilku zasad.
- Jakich?
- Jutro Ci je przedstawi  Święty Piotr. Dzisiaj odpoczywaj.
- A gdzie ja jetem?
- W czyśćcu.
- To znaczy, że umarłam? - zapytała przerażona.
- Nie całkiem. Zdecydujesz o tym jutro.

Jan Chrzciciel wyszedł i zamknął za sobą drzwi zostawiając ją w osłupieniu. Za drzwiami odkleił brodę i skinął do Alberta, że wszystko przebiegło według schematu. Nowatorska metoda naprawiania ludzi "na czyściec", opracowana przez Salezjan, była niezwykle skuteczna. Dopracowana w każdym detalu nie dość, że wyrywała ludzi ze szponów nałogu, to jeszcze nadawała ich życiu sens. Z białego pokoju na ziemię wracał niezłomny misjonarz dobra.

Z Baśką się im jednak nie udało. Procedury zawiodły. Ja to wiem. Baśka to moja dziewczyna.

niedziela, 25 października 2015

Kryśka

Przed sparzaniem się samiec sporządza małą siatkę z przędzy, na której składa nasienie. Zanurza następnie macki w nasieniu i szuka samicy. W ten sposób przedstawia się jej jako odpowiedni partner i skłania do tego, aby go nie zjadła. Podczas kopulacji przenosi nasienie ze swoich macek do otworu rodnego samicy. Dopiero potem samica może go zjeść. - głos Krystyny Czubówny wyrwał mnie ze stanu melancholijnego zawieszenia. Odpędziłem ponure myśli i dałem się Kryśce porwać.

Widziałem pająka tkającego gęstą sieć wewnątrz biało-czerwonej urny wyborczej. Od czasu do czasu jego pracę zaburzał szmer wrzucanych kart do głosowania, które kołysząc się opadały na dno. Patrzył z zaciekawieniem na te karty, na demokratyczny sposób kształtowania struktur polskiej władzy. Na każdej karcie iks, czasem dwa iksy, czasem więcej iksów i dopisek "Chuj wam wszystkim w dupę złodzieje!".

Z jednej strony te intrygujące iksy a z drugiej te ponure myśli. Wszak zaraz czekał go, być może ostateczny, akt kopulacji - w zasadzie z całą pewnością ostateczny. Był za mały i zbyt słaby, żeby zwabiona samica widziała w nim coś więcej niż posiłek regeneracyjny po pajęczych harcach. Miał świadomość rychłego końca: przekazać geny i  kaput.

A może zostać iksem i odmienić los ojczyzny? Pięknie by było odejść jak bohater, rozpłaszczony w kratce obok jakiegoś zacnego nazwiska, a nie, jak chucią pchany w przepaść idiota. Przeciągnął się, połączył odnóża, wciągnął odwłok i uformował z wątłego pajęczego ciała iksa doskonałego. I zamarł w pełnej gotowości do skoku. Czekał na pusty głos. Czekał aż ktoś bezmyślnie takowy wrzuci. Był spokojny. Znał Polaków i wiedział, że w kwestii bezmyślności można im bezgranicznie ufać.

Parę minut później już frunął w dół ku pustej karcie. Słychać było chrzęst rozrywanego pajęczego korpusu. A w jednej z kratek powstawał organiczny iks, który być może odmieni losy świata - cisza wyborcza nie pozwala mi rozbudować tego akapitu. Wybaczcie.

W każdym razie będąc dzisiaj w lokalach wyborczych pamiętajcie o pająkach. Jeśli macie głosować głupio, bez przekonania, przeciwko a nie za to może warto nie stawiać iksa. Pająki naprawdę od większości z Was są bardziej kompetentne. Pająki zrobią to lepiej. I bohatersko! A nie ze znudzoną miną!

sobota, 17 października 2015

Decybele

Krystalicznie czysta muzyka patroszy wszystko w okolicy. Potężne basy podrywają do lotu nawet najcięższe regały z książkami, tańczą żyrandole, kołyszą się kotary, w szafkach nieznośnie brzęczą szklanki i talerze, odrywa się lamperia, parkiety stepują, papiery fruwają, cuda cuda ogłaszają. W ilu domach taka rzeź? A w tylu, w ilu sobie ustawię na potencjometrze. Straszna to frajda mieć takie pokrętło w ręce.

Od dwóch dni cieszę się nowym sprzętem audio. Znaczy, nie takim nowym, bo z pokrętłem a nie z pilotem. No ale gra jak marzenie! Wciska w wyro! Audiofilska petarda!

I nie jest to jakaś popierdółka technicsa czy inny pizdotronic - jak mówi Dudi - tylko legendarny, epokowy, klasyczny sprzęt. A Dudi nie kłamie. Tuner Kenwooda jest tak czuły, że podobno odbiera program drugi polskiego radia nawet w najgłębszych partiach jaskiń Bora Bora. Swoją drogą podejrzewam, że mógł być okazyjnie kupiony po śmierci ich najsłynniejszego lokatora. W każdym razie RMF Disco Polo gra jak brzytwa - bez anteny!! Radio Pogoda szumi, ale jak ma nie szumieć skoro oni nadajnik zbudowali na bazie zdezelowanego barometru.

Najważniejszym klockiem w mojej kolekcji jest jednak wzmacniacz firmy XXX. Egzemplarz doskonały, niezwykle rzadki, mało znany, perełka, która zaskoczy jakością każdego audiofila. Prawdziwa bomba z roku 1984. Dudi zabronił mi kategorycznie chwalić się tym sprzętem. To ścisła tajemnica. Najchętniej to zakleiłby na nim logo producenta. Powiem tylko tyle, że wzmacniacz wzmacnia. Wzmacnia potężnie i czysto, krystalicznie czysto. Minimalistyczny design, skromne podświetlenie, duże pokrętła i przyciski dodają szlachetności.

Czy Pioneer produkował dobre kolumny? Ponoć nie. Oprócz legendarnej serii HPM. Takie właśnie  - za namową, rzecz jasna, Dudiego - trafiły do mnie. Stare, solidne HPM-30, w stanie idealnym. Trochę duże jak do domowego użytku, ale delikatną nadwyżkę gabarytową kompensują doskonałą głębią dźwięku. Coś za coś. Już je polubiłem, sąsiedzi pewnie mniej, więc zostają.

Dudi poluje jeszcze na jakiegoś CD-ka godnego takiego "wzmaka" i kolumn. Kto wie, może penetruje teraz wyprzedaże sprzętów z piwnic willi Janukowycza albo czai się na dobra spadkowe po Whitney Houston.

Aha, kable już mamy dobrane i przetestowane. Różnice między dobrymi i nędznymi przy tej jakości sprzętu są więcej niż subtelne. Poszliśmy w lepsze. I grają genialnie. Jak to się mówi: nie spłaszczają, nie zamulają, nie zamydlają sceny i nie coś tam jeszcze.

Tak więc słuchamy sobie z sąsiadami muzyki w sobotnie popołudnie. Jest miło i rozkosznie. I wcale do szczęścia nie trzeba nam słońca. Wystarczy podgłośnić!



niedziela, 11 października 2015

Zwycięstwo i awans!

Pan Turek skończył mecz. Irlandia pokonana. Jedziemy do Francji na Euro 2016! Znając nasz narodowy odwieczny niefart, trafimy tam pewnie do grupy śmierci. Śmierci, która jak zwykle ucapi naszych a innych jakoś oszczędzi. Ale póki co się cieszmy! Na biadolenie jeszcze przyjdzie czas. Dziś pozwólmy bujać się na falach radości! Dziś dzień zwycięstwa, glorii i chwały!

Z tej okazji pozwolę sobie wrzucić kilka zdjęć z wakacji. Się delektujcie i pogłębiajcie swój stan euforyczny.


Rumunia - zwiedzanie pobieżne

Jeszcze nie szynka

Makłowicz

Uśmiech

Przestrzeń

Majestat

Zielony ludzik

TIR na promie

Postój na siku

Chlanie wińska w Melniku

One team - w drodze na Musałę

Zbocza Musały

Bułgarski downhillowiec - krejzol

Słońce pod stopami

Piechur

Gondola

Swojsko


Zamek - taki se

Uliczka wąska na dwa kapelusze

Staruszek smutny

Cmentarz wesoły

sobota, 3 października 2015

Rebusy

- Miauczy i wrzuca się do nich głosy?
- Koturny.
- Taki okej tampon i mniej niż dwa?
- Obraz
- Ogień po angielsku i z zielonego wzgórza?
- Firanka.
- Nie pod i grupa szczeniaków z jednego rodzenia?
- Namiot.
- Knajpa, target i nie on?
- Barcelona

Tysiące rebusów wypełniały im czas. Jedne odgadywane natychmiast, inne z pewnym opóźnieniem, a jeszcze inne nieodgadywane wcale. Te ostatnie wywoływały u niego straszną złość. Z czasem nauczyła się takich mu nie zadawać. Zrozumiała, że obnażanie luk w jego genialnej głowie grozi wojną, a siła fizyczna była po jego stronie. To był prawdziwy macho. Może powinien był zgasić w zarodku głupawe zabawy zanim pojawiły się u niej siniaki i guzy! Jednak rebusy go uzależniły.

- Urodzinowy i druga wyborcza?
- Tortura.
- Sikał na ciało?
- Strzał na korpus.
- Machaj łopatą! i po ściętym drzewie?
- Kopniak.
- Towarzyszka Stasia i angielski syn
- Nelson
- Dwaj bezrobotni?
- Obalenie
- Napastnik polski, nie krzywy?
- Lewy prosty
- W stajni i popularna witamina?
- Koniec.


A może było odwrotnie?

sobota, 26 września 2015

Zakupy

Sobota rano. W Kauflandzie tłum ludzi robi zakupy na weekend. Gdzieś w tym tłumie, błądząc między regałami, przeciskam się i ja  W końcu wykładam przy kasie zakupy. Najpierw kładę starannie przegródkę z napisem "następny klient" a potem: słoik czterolitrowy, dwie deski do krojenia i nóż. To wszystko. Czekam cierpliwie aż kasjerka skasuje tony żarcia klientów przede mną. Słucham miarowych piknięć skanera i mam nieodparte wrażenie, że zrobiłem dziwne zakupy. Tak, zdecydowanie nieszablonowe i oryginalne. Ba, czuję się nawet przez chwilę z tego faktu dumny. Na myśl przychodzi mi dziewczynka w czerwonym płaszczyku z Listy Schindlera. Jedyna wyspa koloru w czarno-białym morzu. 
I nagle moje poczucie zajebistej wyjątkowości szlag trafia. Jakiś podejrzany typ o dość nieprzyjemnej aparycji ustawia się za mną w kolejce i beznamiętnym ruchem na taśmę sklepową wykłada: ocet, 10 pudełek zapałek i paczkę biszkoptów. 
Przebił mnie. Próbowałem się jeszcze pocieszać, że przegrałem tylko nieznacznie. Jednak, gdy ów typ poprosił ekspedientkę o 3 reklamówki to się poddałem. Czerwony płaszczyk wyblakł do reszty.

sobota, 12 września 2015

Bieganie

Biegnę bulwarem wiślanym. Jest już grubo po zmroku. Zmarszczona tafla wody ponuro odbija światła miasta. Charakterystyczny zapach kiszonych morświnów unosi się w powietrzu. Jest nastrojowo, spokojnie i klimatycznie. A co to?! Mrużę oczy i wpatruje się z niedowierzaniem. Na środku rzeki stoi kobieta. Zbyt ciemno, by dostrzec szczegóły. Widzę jedynie zgarbioną postać podpierającą się na kiju albo wiośle. Chyba stoi na tratwie. Drażni mnie to, że widzę tak mało. Niechże, cholera, podpłynie to się jej lepiej przyjrzę. Macham ku niej porozumiewawczo i trochę zapraszająco: "kam bejbe kam". Płynie. Przybliża się. Ma bujne loki i ciemną skórę. Jest młodsza i mniej garbata niż myślałem. Okryta jest szarym, potarganym kocem. Dzieli nas już jedynie parę metrów. Wpatrujemy się w siebie z fascynacją. Oddycha szybciej niż ja. A przecież to ja jeszcze przed chwilą pędziłem z prędkością 4:30 na km.
Tratwa jest licha. Jakieś zmurszałe dechy z przytroczonymi butelkami po Muszyniance. Wszystko oblepione wodorostami, które ciągną za sobą żółtawą pianę. Surferka jak tralala. Czyżby uboższa siostra Pemeli Anderson bawiła się tutaj w Baywatch? Heh, to wychodzi na to, że jestem wątlejszym wcieleniem pana Hasselhofa.

"Uratuj mnie!" - mówi słabym głosem. Głosem, który błyskawicznie odpędza moje głupawe skojarzenia serialowe. O ku*wa, po co, żem machał? - to pierwsza moja myśl. Co robić? W głowie panika.
"Skąd przypływasz?" - pytam w końcu bardzo, ale to bardzo niepewnie.
"Z daleka. Uciekam przed krwawą rzezią, przed katem i oprawcą, przed śmiercią i zagładą. Uciekam przed wojną, która toczy się między rozumem i sercem, przed wojną, która toczy się we mnie." - odpowiada na jednym wydechu.

Nie bardzo rozumiem. Trochę chyba coś bredzi, mało konkretnie.  Nie dość, że egzotyczna istota to jeszcze o niezdrowych skłonnościach do dramatyzowania. I jak ja mam ją ratować? Jak mam być dla niej lepszym schronieniem niż solidne przęsło Mostu Dębnickiego?

Trzeba uciekać! Chcę znowu mknąć 4:30 na kilometr i myśleć tylko o bzdurach. Chcę znowu beztroski. Nim jednak zdążyłem ruszyć, nim zdążyłem sformułować postanowienie "nie machać do bab obcych", glony skutecznie poplątały me nogi. Normalna katastrofa. Zbliża się. Zaraz mnie zje.