sobota, 20 maja 2017

Walka

Siedzę zamknięty w pokoju. Oczy mnie pieką, najwyraźniej jakaś topola lub inny wrogi krzak pyli za oknem. Za drzwiami natomiast Barbara coś znowu tłucze. Po brzdęku wnoszę, że są to przymiotniki uderzające w nastoletnią, średnio chłonną głowę. O teraz przywaliła przydawką, zaimkiem i rodzajnikiem. Piękna seria. To musiało boleć. Jestem pewien, że małolata się lekko zachwiała. Chwila przestoju. A teraz przydałaby się kolejna odważna akcja z negacją, inwersją, zamaszystym phrasal verbsem, no i oczywiście z mocnym kończącym question tagiem. Oj po takiej akcji mogło by się skończyć przed czasem. No, ale Barbara najwyraźniej lubi się znęcać. Atakuje sporadycznie i bawi się cierpieniem rywalki. Zadaje pojedyncze ciosy i karmi swe dydaktyczne oczy grymasem bólu. Bólu mozolnego przyswajania, Najgorsze, że potem te praktyki przynosi do domu.

Między oknem a drzwiami szlakiem sufitowym podróżuje pająk. Też nie ma lekko.

niedziela, 19 lutego 2017

Eurowizja

Dzisiaj z onetu dowiedziałem się, że rozstrzygnięto eliminacje do konkursu Eurowizji. Polskę reprezentować będzie nijaka Kasia Moś. Nie znam. Postanowiłem zatem sprawdzić któż to taki ta Kicia Mosia i jaką tym razem klapą się zakończy nasz udział.
Puściłem na youtubie konkursowy numer Flashlight i im dłużej słuchałem tym bardziej nie dowierzałem. To jest naprawdę dobre! Ma klimat, bogate tło muzyczne, energię, nutę niepokoju, dobrze prowadzony wokal i narastające emocje. Gdyby Kasia miała brodę, rany postrzałowe lub chociaż zaadoptowała uchodźców to kto wie? Może nawet zwycięstwo. W każdym razie posłuchać warto:

   

niedziela, 15 stycznia 2017

Poezja - zajęcia praktyczne

Ostatnio było trochę teorii, a dzisiaj czas na praktykę. Już za moment wydobędę z siebie jakąś liryczną treść i zajmę się jej tuningiem tak, aby zmaksymalizować siłę rażenia. Wszystko rzecz jasna w celach dydaktycznych i dla dobra świata.

Czerwony neon na dachu biurowca
Zielona Żabka na smutnym parterze
Ja między nimi w szczerych manowcach
Trwonię swe życie przy komputerze

No i udało się. Jest jakaś egzystencjalna refleksja z gorzką nutą przemijania i pragnieniem doświadczenia prawdziwego sensu - czyli jest wszystko, co znamionuje dzieło wielkie - a jednak jakoś mdło. Świetny materiał do tuningu.
Na początek zgodnie z recepturą wrzucamy oksymorony. Zbyt wielu opcji nie ma, ale spróbujmy:

Czerwony neon na dachu biurowca
Zielona Żabka na górnym parterze
Ja między nimi w obłudnych manowcach
Trwonię swą śmierć przy komputerze

Trochę nam się rozleciał rytm i sens, ale nie należy się tym przejmować. Pamiętajmy, że jest to wyłącznie wersja robocza. Teraz faza wzmocnienia poprzez szokowanie.

Krwawy neon na dachu biurowca
Cuchnąca żabka na górnym parterze
Ja między nimi w obłudnych manowcach
Rozkurwiam śmierć przy komputerze

Jest dosadniej. Doszły: smród, krew i mocny wulgaryzm. Nieźle. Wiersz czyta się coraz trudniej i coraz mniej w nim sensu, czyli zdecydowanie krok w dobrym kierunku. Czas na obróbkę absurdem:

Krwawa poświata na czarnym niebie
Rechot przyziemia jej nie dosięga
Ja zawieszony w swym cyber chlewie
Pragnę restartu, nie czuję tętna 

Efekt końcowy czytamy na głos, z należytą powagą i wczuwamy się w przekaz. W miejscu, w którym głos nam się łamie wstawiamy przecinek. Przecinek w poezji jest jak łomot serca, jest jak oddech, jest jak otarcie łzy - jest miarą wrażliwości. Myślnik wyraża wątpliwość, a kropka - jak pisał Herbert - jest kością sterczącą z piasku, zatrzaśnięciem, znakiem katastrofy. 

piątek, 18 listopada 2016

Poezja - teorie własne

W poezji, jak prawił Miłosz, kluczowym środkiem artystycznym jest dobór słów. Należy tak je zestawiać, aby nietypowość połączenia poruszała. Można grać kontrastem i hipnotyzować czytelników oksymoronami:

niebiańskimi płomieniami,
czułymi barbarzyńcami,
bezbrzeżnymi wannami,
czy cudowną trzeźwością


Można też grać ostrzej i stosować bardziej drastyczne kompozycje, z głównym naciskiem na szok: 

szmer mielonych ludzkich serc, 
zmurszałe ruchy jelit życia, 
rozwichrzone łajna wdów

Można też całkowicie oddalić się od schematu, czasami poświęcając nawet sens przekazu, i uznać, że tylko absurd daje odbiorcy należytą swobodę i pole do interpretacji:

Czołgi mierzwiły stopami rajskie knedle,
Meduzy wiły warkocze z piasku
Duchy chudły w gminnej kryjówce
Cicho wszędzie, głucho wszędzie
Łabędzie też stopami w piasku - po wielkiemu cichu. 

Sztuczki warto znać, zwłaszcza jak ma się jakieś takie liryczne ciągoty. Pamiętajcie: oksymoron, szok i absurd! - to kwintesencja dzieła wielkiego. Mistrzowie gatunku już w jednym wersie potrafili zawrzeć wszystko. A nasz narodowy mistrz nad mistrzami, dokonywał tego w trzech słowach. W jakich? A w takich: "Litwo, Ojczyzno moja! (...)"




niedziela, 14 sierpnia 2016

Język ojczysty

Jestem już stęskniony za językiem rodzimym. Francuski jest ujmująco melodyjny, ale jakoś chciałoby się też język rozumieć a nie tylko zachwycać jego brzmieniem.  
W końcu jednak wracam do ukochanego Krakowa i znowu rozumiem. Całkiem bezwiednie podsłuchuję ludzi i przyswajam treści. Miłe uczucie. Znowu się jest wśród swoich. Gwar kawiarniany nie jest już niezrozumiałym gęgotem. To język ojczysty! Karmię nim dzielnie me uszy pełen głupiego zachwytu, aż nagle: 

 No, to o której będziesz?
 Co? Nie przyjedziesz!? Sorry, ale nie będę owijać w bawełnę: jesteś pizdą!
 Tak, wiem innym razem, ale dzisiaj mnie wystawiłaś. Jak się spotkamy to dostaniesz po ryju!

Krótko i w punkt. Dosadnie i konkretnie. Bez zbędnych umizgów i wymuszonej kurtuazji. Ot urocza pogawędka dwóch temperamentnych dam. 

Ja chcę do Francji!
 

niedziela, 3 lipca 2016

Po pępkówce

Bezwład totalny. Sam ci ja. Baśka na wczasach.

Może odsłonić okno? Wpuścić trochę światła, a z nim może i trochę życia w siebie. Ale to przecież trzeba by się podnieść i coś ubrać. Dwie podczynności, z czego ta druga obarczona jeszcze dylematem. No bo niby co ubrać? Czyste czy wczorajsze? Wczorajsze śmierdzi a przed ubraniem czystego to tak po prawdzie wypadałoby się umyć. A na mycie to zdecydowanie przedwcześnie. Wariant z odsłanianiem okna bez przyodziewku odrzucam - zbyt brawurowy.

Leżę i czekam. Różne myśli w głowie. Jakieś takie ślamazarne i mało odkrywcze. Ot na przykład nachodzi mnie refleksja, że prawdziwa siła nie pochodzi z mięśni. No bo przecież mięśnie mam a do sklepu iść się nie chce. No właśnie, to skąd pochodzi prawdziwa siła? Z serca chyba. Ale serce to przecież jednak mięsień. Tonę w błędnym kole paradoksów.

Trzmiel trzy trzonki trzymał.
Część chrząszczy coś chrzęści 
Siły jednak nie mam
Pisać dalszej części.  

Oho, na chwilę obudziło się we mnie jakieś liryczne super ego. Ono zawsze mnie przeraża. Tym razem wyraźnie czuć, że inspirację stanowiły zagadnienia nietrywialne, czuć bajroniczny bunt, mickiewiczowskie odklejenie i sztaudyngerowską woltę. Jednym słowem porażka.

Idę pod prysznic.

wtorek, 21 czerwca 2016

Euro

Dziś pójdę pobiegać. Szybko skrobnę na blogu, co tam u mnie słychać i oddam się oczyszczającej mocy joggingu. A zatem, Drodzy Czytelnicy, już karmię Was najnowszymi faktami. W ogrodzie pojawiły się dwa leżaki. Na jednym wyleguje się Baśka, na drugim - jej książki. W domu niezmącona babą atmosfera Euro. Streaming za streamingiem wciągam roziskrzonymi oczyma.  Sześć grup, w każdej cztery drużyny, każda drużyna to kilkunastu zawodników, do tego dochodzą mecze, bramki, kartki, wykluczenia, błędy sędziego... i ja to wszystko świetnie ogarniam. A przecież nierzadko oglądam i dokształcam się przy znikomej trzeźwości.
Ćwiczę pamięć. Bodźcuję synapsy. Fałduję korę. Stymuluję przysadkę. Napinam szyszynkę. Rozwijam się. Doskonalę. A to mi jeszcze miauczy z leżaka, że czas trwonię! I że szyszynka odpowiada za sen a nie za rozwój!

Ma leżak to niech leży! I się cieszy, że komarów nie ma. – tak jej powiedziałem.
Polska Biało - Czerwoni!


No to czas na jogging! A potem Hiszpania – Chorwacja, szlagier w grupie D.